Kiedyś sam złapałem się na tym, że zdjęcie często mnie bardziej rusza jeśli fotograf korzysta z małej głębi ostrości, aby coś uwydatnić.
Mała głębia ostrości teraz króluje – w zdjęciach detali twarzy do reklam kosmetyków i perfum, w zdjęciach potraw, jest nawet stosowana w fotografii pejzażu, gdzie zwykle walczono o maksymalną głębię ostrości.
Bardzo mi się ta moda na małą głębię podoba. Problem w tym, iż w małym obrazku często nawet 200 mm nie wystarcza, aby osiągnąć pożądany efekt niewielkiej głębi ostrości i ładnych przejść pomiędzy tym co ostre, a tym co nieostre.
Ciekawe efekty można osiągnąć używajac obiektywów lub nasadek/pierścieni macro. Tu znów często głębia ostrości okazuje się zbyt mała.

Photoshop (szczególnie w wersji CS/CS2) ułatwia znacznie osiąganie takich efektów. Dając możliwość dokładnej kontroli nad tym jak wyglądają rozmyte fragmenty (LensBlur) oraz użycie nieostrych masek, pozwala na dowolne manipulowanie „głębią ostrości”.
Druga wersja tego zdjęcia została wykonana przy użyciu prostego plugina dającego stopniowe rozmycie. Odpowiednio zastosowany daje złudzenie małej głębi ostrości znanej z długoogniskowych obiektywów średnioformatowych.
Użyty plugin (Gradient blur) pochodził ze strony Photo Plugins.
MIR .NET to narzędzie ułatwiające skalowanie wielu zdjęć jednocześnie. Zdjęcia mogą być skalowane na kilka sposobów m.in procentowo lub tak, aby oba wymiary miesciły się w określonym przedziale. Możliwe jest oczywiście dodawanie całych folderów z plikami do obróbki, oraz wskazywanie docelowej lokalizacji po obróbce. Subiektywnie mogę stwierdzić iż program wydaje się być całkiem szybki w porównaniu z liczną konkurencją. Ma też kilka innych dodatkowych funkcji.
Umożliwia m.in:
- dodawanie ramek
- przycinanie zdjęć
- konwersję do innego formatu
- dodawanie napisów na zdjęcia
- obracanie zdjęć.
MIR.NET jest darmowy. Można go pobrać ze strony firmy Acumen Systems. Jest niezłą alternatywą dla osób, którym szkoda życia na tworzenie kolejnej wersji skryptu z akcjami Photoshopa czy próby zrobienia tego przy użyciu kombajnu jakim stało się Acdsee. Wybrałem go swego czasu po przejrzeniu kilkunastu narzędzi, które miały podobno spełniać podobne funkcje ale ich wygoda obsługi pozostawiała zbyt wiele do życzenia. Do jego działania potrzebny jest pakiet .NET 2.0, który można ściągnąć ze strony Microsoftu.
Na pytanie kiedy fotograf jest profesjonalistą wśród znajomych „po fachu” pojawiło się kilka teorii. Pierwsza – że profesjonalista to człowiek, który żyje z fotografii. Druga – że, jest to człowiek o powtarzalnych wynikach. Inna – iż decyduje o tym jego poziom wiedzy, nawyki i przynależność do ZPAF. Wszystkie te teorie były błędne!
Prawda jest zupełnie inna. „Size matters” czyli liczy się rozmiar. Jeśli fotograf nie ma przy sobie odpowiednio dużego teleobiektywu, to w oczach wielu ludzi nie jest profesjonalistą. Legenda miejska mówi też, że zdecydowanie lepiej „wizerunkowo” działają nietypowe – białe obiektywy kojarzone głównie z Canonem (chociaż Minolta i Nikon też takowe produkują). Sądząc po zasłyszanych opowieściach „dziwnej treści (czytaj o podobojach)” z tym znaczeniem rozmiaru zaryzykowałbym jeszcze jedno stwierdzenie. Długie białe obiektywy chyba są sexy…
PS. Niedawno kupiłem Canona 70-210 f4L mającego właśnie tytułowe 17cm… (Najdłuższy możliwy biały Canon ma 45cm i waży 5kg – 600 f4 L). Czy można z moim zoom-em uchodzić za profesjonalistę ? Może chociaż osłonę przeciwsłoneczną przykręcić…
Po każdej sesji, kiedy mam do przejrzenia większą ilość klatek, pojawia się podstawowy problem – jakimi kryterami kierować się przy wyborze najlepszych z nich i jak w praktyce przeprowadzić selekcję. Opisany poniżej sposób, zdecydowanie nie jest optymalny dla osób pracujących pod dużą presją czasu (jak np. fotoedytorów w gazetach), ale pozwala na dość obiektywne wybranie dobrych i bardzo dobrych zdjęć.
Proces ten, w moim przypadku, przebiega zwykle według takiego schematu (opisane pod kątem wersji cyfrowej, chociaż przez analogię można go użyć do stykówek lub slajdów):
- Przeglądanie wstępne. Warto obejrzeć zdjęcia „na gorąco”, zaraz po ich wykonaniu, ponieważ często pamiętami jakie klatki były najbardziej obiecujące. Następnie ochłonąć (pare godzin/następny dzień) i przejść do dalszych kroków.
- Śmieci. Usuwamy wszystkie śmieci czyli kompletnie nieostre, bardzo źle naświetlone, z motywem/kompozycją kompletnie do niczego – odpadają te, które można wyłapać przy bardzo pobieżnym, szybkim przejrzeniu całości. Szacuję, że wtedy odpada jakies 10-20% wszystkich klatek.
- Średniaki. Przeglądamy wolniej pozostałe zdjęcia i usuwamy wszystkie zdjęcia „bez ikry”. Myślę, że tu może odpaść nawet 50-60% zdjęć. Warto robić to dość bezwzględnie i najlepiej przeglądając całość kilka razy. Pierwszą oznaką sukcesu sesji jest zauważanie na tym etapie potencjalnych „wybrańców”.
- Czołówka.
- Przeglądamy zdjęcia pod kątem ostrości, czy nie jest ona dyskwalifikująca*. Usuwamy zdyskwalifikowane.
- Jeśli w zestawie są zdjęcia wyglądające podobnie (np. wykonane w niewielkim odstępie czasu) to usuwamy słabsze.
- Mamy etap „dobrych zdjęć” (10-15%), które można pokazać. Aby wśród nich wyłuskać te absolutnie najlepsze, warto jeszcze wykonać następne kroki.
- Zostawiamy zdjęcia na 1-2 dni. Wracamy i dokonujemy ostatecznej selekcji.
- Opcjonalny etap. Pytamy zaufanych nam „fotograficznie” ludzi o zdanie na temat zdjęć i natychmiast je ignorujemy
Voila! Mamy „the best of the best” czyli około 5% początkowej liczby zdjęć.
*Nieostrości, które wyglądają na zdjęciu źle bo albo ważny fragment zdjęcia jest nieostry, albo zdjęcie jest poruszone i to przeszkadza, albo element na zdjęciu się porusza i jest zbyt mało rozmyty, aby było widać ruch, ale już nieostry – co też wygląda jak poruszone zdjęcie.
W świecie, którym ludzie uganiają się za promocjami na obiektywy typu 28-300mm, ten tekst jakby jest nie do końca na miejscu, ale i tak warto wspomnieć o tym za co oprócz jasności i ogniskowej płacimy, kupując obiektyw.
Bokeh (z japońskiego „boke” czyli nieostrość) to termin, który określa subiektywną jakość obrazu w nieostrych / rozmytych fragmentach zdjęcia. To właśnie „bokeh” sprawia, iż dwa na pozór podobne obiektywy (ta sama jasność i ogniskowa) dają różne w odbiorze efekty końcowe. Ponieważ dość trudno opisać taką charakterystykę obiektywu, firmy bardzo rzadko o tym wspominają w opisach technicznych. Co ciekawe, podobnie jak w przypadku, trudno opisywalnej różnicy pomiędzy plastyką obrazu video, a plastyką taśmy filmowej, często po spojrzeniu na zdjęcie, wiadomo iż było robione obiektywem z wyższej półki z ładnie dopracowanymi nieostrościami.
Od czego zależy ta subiektywna plastyka obrazu ? Od tego jak wygląda tzw. krążek rozproszenia czyli ‘plamka’, która jest odwzorowaniem padającego promienia światła na sensorze/negatywie. O jej „jakości” decyduje m.in stopień skorygowania obiektywu, kształt i ilość płatków przysłony czy nawet tego jakiej przysłony użyjemy. W idealnie skorygowanym obiektywie plamka ta będzie równomiernie naświetlonym przypominającym koło kształtem. W idealnym obiektywie portretowym / długoogniskowym, plamka ta będzie najciemniejsza w środku, jaśniejąc ku krawędzi (rozkład Gaussa). Właśnie dlatego projektowanie obiektywu to pewnego rodzaju kompromis pomiędzy jego idealnym skorygowaniem, a uzyskaniem najładniejszej plastyki obrazu. Warto o tym pamiętać przy wyborze obiektywu i jeśli istnieje taka możliwość, wypróbować go (na możliwie najbardziej otwartej przysłonie), aby stwierdzić czy odpowiada nam zestaw jego cech (ostrość, aberracje, bokeh).
Więcej na temat „bokeh”:
Bardziej szczegółowe techniczne opracowanie na ten temat można znaleźć na stronie Luminous Landscape, którą mogę bardzo polecić, ze względu na zawartą tam wiedzę. Przykłady testowych zdjęć pokazujących różnice pomiędzy wybranymi obiektywami można zobaczyć na Bokeh.de. Ciekawy eksperyment z kształtem przysłony i jego wpływem na nieostrości znajdziemy na Flarg.com.