W grudniu na parę minut wszedłem do Krakowskiej Alchemii, w momencie kiedy światło wpadało przez okna do środka lokalu. Dym zrobił swoje i smugi światła było idealnie widać – dawało to niesamowity klimat. Dlatego przez długi czas chodziło za mną wykorzystanie tego efektu przy okazji jednej z sesji. Tuż przed sesją z Rozalią, znalazłem dosyć tanią wersje wytwornicy dymu. Postanowiłem kupić i potestować. Na kilku zdjęciach Rozalii widać ten efekt smug światła, ale to zdecydowanie nie jest koniec drążenia tego tematu.
Moje spostrzeżenia:
- rozproszenie światła na drobinkach dymu powoduje ‘rozlewanie się’ świateł widocznych w kadrze (wydają się znacznie większe niż są w rzeczywistości). Szczególnie dotyczy to świateł kontrowych
- większa ilość dymu wpływa ujemnie na kontrast zdjęć, szczególnie w przypadku oświetlania z przodu
- z taniego płynu do wytwornicy, na podłodze osadza się tłusty ‘nalot’
Miałem pewne uczucie niedosytu co do trwałości “chmury” jaką dostawałem z wytwornicy. Z tego co wspominał sprzedawca i co piszą ludzie na forach – zależy to też od jakości/ceny używanego płynu. Dlatego przy pierwszej nadarzającej się okazji przetestuję inny rodzaj płynu.
WAŻNE: W przypadku korzystania z takiej wytwornicy w pomieszczeniach z systemem przeciwpożarowym, konieczne jest jego wyłączenie.

Żeby bardziej zaangażować się w zabawę oświetleniem w stylu “strobistowym”, całkiem niedawno kupiłem radiowe wyzwalacze Elinchrom Skyport. To taki rozsądny kompromis między możliwościami jakie dają PocketWizardy (i ich ceną), a tym co i za ile umożliwiają “chińskie wyzwalacze czyli tzw. ebay/allegro triggers”.
Miałem okazję użyć ich na razie parę razy i jestem bardzo zadowolony. Mogę potwierdzić spory zasięg – na serii gdzie oświetlaliśmy w tle kamienice, działały na pewno mimo 70-80 m odległości.
Poniżej krótkie “review” i parę zdjęć.
Zalety:
- spory zasięg (wg producenta do 120m)
- bardzo wysoka skuteczność działania (m.in przez ścianę / na zewnątrz / radiowo więc niezależnie od poziomu oświetlenia)
- niewielkie rozmiary
- możliwość odpalania określonych grup lamp
- czas synchronizacji z lustrzankami Canon 20D/30D – 1/250 sekundy
- cena niższa o mniej więcej połowę w stosunku do PocketWizardów
- działają ze starszymi typami lamp Nikona (SB-26 i SB-24)
Wady:
- niemożliwe jest stwierdzenie na ile naładowane są akumulatorki w odbiornikach (trzeba naładować na maksa przed sesją)
- akumulatorki w odbiornikach trzeba ładować ładowarką podpinaną do 230V / nie są wymienne
- podobno jest jakiś problem z współdziałaniem z lampa Canona 580 EXII, ale widziałem już jakiś “sposób”, żeby go rozwiązać
- przycisk (on/off) na odbiornikach jest na tyle nieszczęśliwie umieszczony, że łatwo go nacisnąć zupełnie przypadkowo

Nadajnik wkładany w miejsce lampy błyskowej.

Odbiornik do wpięcia do lampy.

Nadajnik wpięty do aparatu.

Kabelek synchronizacyjny gniazdo PC – microjack i przejściówka microjack-minijack (potrzebna żeby wpiąć ten kabelek do odbiornika).

Dwójnik microjack – umożliwia podpięcie dwóch blisko siebie ustawionych lamp do jednego “skajporta”.
Druga część sesji z Rozalią. Oświetlane 5 lampami (stare Nikony sb26 i sb24). Trzy z nich oświetlały tło, a pozostałe dwa odbite od parasolek świeciły na Rozalię. Więcej zdjęć w galerii.

W ostatnią sobotę miałem okazję fotografować po raz drugi Rozalię. Tym razem sesja miała być tylko częściowo taneczna. Oprócz tego chodziło o foty bardziej portretowo/modowe. Rozalia poprosiła swoją znajomą, znaną projektantkę mody Sarę Damm, aby pożyczyła nam kilka zaprojektowanych przez nią sukienek. Asystowała Anka Kowalska. Makijaż wykonał Marcin Kulak.
Sesję postanowiliśmy wycisnąć do maksimum korzystając z kilku pomysłów i stylistyk. Trwała ponad 8h i można ją podzielić na dwie części – pierwsza opierała sie głównie o foty z kolorowym/efektowym oświetleniem i dymem, a druga zdjęcia w tzw wysokim kluczu (high-key). Druga seria zdjęć i backstage wraz z uwagami po sesji w następnych postach.
Więcej zdjęć w galerii

Jako że sam jestem wielkim fanem kawy, w zeszłym roku po obejrzeniu kalendarza Lavazzy zamarzył mi się własny “tribute to coffee”. Dlatego w sierpniu zamówiłem 20 różnych filiżanek i namówiłem Agę Chruszcz do współpracy.
Pierwszą serię zdjęć “filiżankowych” zrobiliśmy we Wrocławiu pod Arkadami i na rynku. Oczywiście robiąc takie foty w centrum miasta z porozkładanym sprzętem wzbudzaliśmy sporo zainteresowania. W trakcie robienia foty z Agą leżącą na bruku (rynek – niedaleko poczty) w ciągu 10 minut mieliśmy ze 20-30 osób, które postanowiło się dokładnie przyjrzeć o co biega. Kilku amerykanów pytało czy to jakiś “performance” albo czy robimy reklamę kawy
W trakcie tej sesji dotarło do mnie, że przy takich sesjach potrzebna jest przynajmniej jedna osoba do asystowania. Makijaż wykonała Marta Nowaczyńska.
Więcej zdjęć w galerii.
