“Zaciekła walka” z konkurencją
Od jakiegoś czasu wielu fotografów zaciekle walczy na forach z bardzo tanią konkurencją. Pomijam osoby działające w szarej strefie bo rzeczywiście konkurowanie z osobą, która nie płaci zusu, podatków, ma nielegalne oprogramowanie i robi to po godzinach jest trochę irytujące. Natomiast walka z kimś, kto działa legalnie ale bierze za swoją usługę 3 razy mniej niż ktoś inny, jest wojną z wiatrakami. To tak jakby ferrari próbowało na fiacie wymusić zmianę cen – każdy ma swojego klienta, swoją jakość, własny marketing i innym nic do tego. Tak jak na innych rynkach – albo jest się najlepszym(ferrari) i bierze 6tys za ślub, albo najtańszym(fiat) i bierze 600zl.
Jeszcze bardziej niezrozumiałym procederem jest tzw “edukowanie klienta”. Jeśli osoba X, jest wychowana i wykształcona tak, że w wieku 30 lat nie widzi różnicy między badziewiem a dobrymi zdjęciami, to nie sądzę, aby istniały pieniądze lub inne środki, które byłyby w stanie naprawić jej gust. A już wmawianie jej, że powinna wziąć dobrego drogiego fotografa, zamówić oryginalną sesję i wypasiony album lub książkę jest dla mnie w ogóle niezrozumiałe – ona nigdy tego nie doceni. “Jeśli nie widzisz różnicy, to po co przepłacać” – wydaje mi się, że to hasło tak samo się odnosi do fotografii jak do chemii domowej.
Lepiej róbmy lepsze zdjęcia dla tych, którym na tym zależy, niż wciskajmy innym, że jest im to do do szczęścia koniecznie potrzebne.
No related posts.




Tylko pytanie jest takie czy tych, którym zależy jest tak wielu, żeby się z nich utrzymać.
Dlatego własnie ja robię swoje i nie czytam forów fotograficznych w zasadzie (poza sprawami czysto techniczno-sprzętowymi), by nie tracić cennego czasu na czytanie postów paru mądrołków, zamiast pozyskować nowych klientów i podnosic poziom swoich usług. Przeważnie userami takich forów są ludzie rozpoczynający swoją przygodę z fotografia komercyjną poprzez pierwszy swój post w stylu “Za tydzień moja znajoma ma ślub, a ja będę jej robił zdjęcia. Jaki powinienem sobie kupić aparat?”.
Hmmm… ten przykład to trochę nie bardzo
Marka Ferrari jest własnością… Fiata
A tak w ogóle to podzielam pogląd, że prostowanie gustów jest bardziej niż głupie. Poeta by powiedział: “daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia…”
I dlatego rozstałem się z fotografią komercyjną i jest mi z tym zaje…
P.S.
Żeby nie wyszło, że jestem jakiś nieskromny. Nie uważam się za dobrego fotografa (Ferrari), wręcz przeciwnie (jeżdżę starym Fiacikiem – serio
Nie rozumiem takich pisków i żalów.
Jak ktoś ma klientów to się ceni i ma w głębokim poważaniu konkurencję, bo zdaje sobie sprawę taka osoba, że posiada markę, wyrobioną dobrą markę na rynku lokalnym, krajowym, międzynarodowym.
Byle jaka płaca za zlecenie byle jaki zleceniodawca. Przecież każdy głupiec wie, że tanie jest wrogiem dobrego to samo tyczy usług. Nie warto sobie nawet głowy zaprzątać rozmowami z takimi cwaniakami – olać ich, jak chcą za free foty to niech mają – problem nie nasz tylko tych “konkurencyjnych” fotografów którzy z tego nic nie mają, nic tylko tracą – bo sprzęt nie będzie działać wiecznie i kiedyś się zamortyzuje i trzeba będzie poddać go likwidacji.
Świetny tekst, problem polega na tym że ostatnimi czasy pierwszym czynnikiem dla klienta jest to ile ma zapłacić a na koniec dopiero pyta się co za to dostanie.
No cóż. Przez ostatnie 5 lat równolegle z intensywnym rozwojem fotografii cyfrowej mogliśmy obserwować ciągle rosnące zainteresowanie fotografią ślubną. Pojawiło się mnóstwo nowych osób w branży. Część z nich to ludzie z talentem i pasją co niewątpliwie przyczyniło się do znacznego podniesienia poziomu prac w tej gałęzi fotografii. Niestety foto-ziutków tez przybyło
Nic na to nie poradzimy a proces ten postępuje. Ofert z fotografią ślubną będzie coraz więcej. Poruszona w tym wpisie walka o ceny nie ma jednak sensu. Słowa autora zdają się idealnie opisywać sytuację “każdy ma swojego klienta, swoją jakość, własny marketing i innym nic do tego”. Dlatego nie dajmy się wciągnąć w konkurowanie niższą ceną! Róbmy to po swojemu a jeśli ktoś robi to taniej to jego sprawa.
Na pocieszenie można jedynie dodać, że problem dotyczy nie tylko fotografii
Acha, i życzę wszystkim, żeby klienci wybierali ich przede wszystkim po portfolio a nie cenie. Pozdrawiam.
Witam.
Autor ma rację nt. zaśmiecania rynku tzw. “foto-ziutkami”, ale uważam, ze dobrym sposobem walki z takimi osobami jest właśnie edukacja klienta. Ja widzę to tak… zapraszam parę, dla której 2500zł na fotografa ślubnego to paranoja (mimo, że mają na to środki) na 5 różnych ceremonii ślubnych i proszę ich żeby przyjrzały się ich pracy… wierzcie mi, że ludzie NIE ZASTANAWIAJĄ SIĘ nad naszą pracą, co i jak się odbywa, na czym to polega, więc jak można komuś “oddać” 2500zł? Wyedukowani naprawdę chętnie zapłacą ZA CIĘŻKĄ pracę fotografa. Tak samo sprawa dotyczy fotografii (i nie tylko) reklamowej, przedsiębiorca chcący sprzedać produkt nie wiem dlaczego nie zdaje sobie sprawy, że MUSI ON (produkt) DOBRZE wyglądać np. w sklepie internetowym. Taka sytuacja bierze się stąd, że ludzie żyją w przekonaniu, że przecież mam “małpkę” w domu to Stefek mi zrobi kilka zdjęć… nooo musi być jednolite tło to dam kartkę papieru.
Jestem za edukowaniem, pokazaniem, udowodnieniem… ale nie za naprawą gustów, bo to faktycznie jest “walka z wiatrakami”.